Twój przewodnik po zdrowiu

Opisz swój problem. Pomożemy Ci znaleźć odpowiedź w bazie ponad miliona porad!
Rozpocznij
7 6 7 , 2 0 1

odpowiedzi udzielonych przez naszych ekspertów

Rzetelnie + Bezpiecznie + Bezpłatnie

Uczucie samotności: Pytania do specjalistów

Jak sobie poradzić z takimi emocjami?

Za mną okres 5 miesięcy samookaleczania się. Od tego momentu mam takie dziwne humorki które polegają na tym że jest mi smutno , jestem przygnębiona, czuje się samotna , ciągle płacze, nie mam na nic ochoty , czuję się gorsza... Za mną okres 5 miesięcy samookaleczania się. Od tego momentu mam takie dziwne humorki które polegają na tym że jest mi smutno , jestem przygnębiona, czuje się samotna , ciągle płacze, nie mam na nic ochoty , czuję się gorsza , brzydsza , głupsza, bywam taka nieobecna. Podczas tych humorków dochodzi do tego że znów robię sobie te kilka kresek . Ten okres kiedy trwa to wszystko wynosi od 2 do 10 dni a czasem nawet dłużej. Pojawia się on podczas tego że zobaczę że ktoś jest szczęśliwy i dobrze się bawi a ja tego wcale nie mam lub gdy z kimś się pokłócę, czasem też pojawia się bez powodu, tak po prostu. Jak sobie z tym poradzić?

Czy wizyta u psychiatry jest dobrym pomysłem w moim przypadku?

Witam. Sama nie wiem od czego zacząć. Podejrzewam u siebie depresję, od bardzo długiego czasu czuję jakbym się zapadała w odchłań, z każdym rokiem jest coraz gorzej. Jestem ciągle zmęczona, obolała, nic mnie nie cieszy i izoluję się od... Witam. Sama nie wiem od czego zacząć. Podejrzewam u siebie depresję, od bardzo długiego czasu czuję jakbym się zapadała w odchłań, z każdym rokiem jest coraz gorzej. Jestem ciągle zmęczona, obolała, nic mnie nie cieszy i izoluję się od ludzi, zmuszam się do bardzo sporadycznych spotkań, żeby znajomi całkiem mnie nie przekreślili, pracuję cały czas na nocną zmianę, więc moje życie jest dodatkowo całkowicie wywrócone, kłopoty z bezsennością również mnie dobijają...wiem, że w życiu nic nie osiągnęłam i raczej nic już nie osiągnę, przyszłość widzę tylko w czarnych barwach, boję się przyszłości i związanej z nią samotnością. Bardziej boję się samotności, niż śmierci. Nie mam rodziny (męża, dzieci), mieszkam sama, co wynika z moich życiowych wyborów, często rozmyślam "co by było gdyby?" jednak wiem, że na to jest już za późno, że to nie ma sensu, że przegrałam swoje życie na własne życzenie...zawsze stawiałam szczęście innych ponad swoje, a teraz kiedy potrzebuję pomocy, nie mam na kogo liczyć, bo wszyscy ignorują moje obawy związane z depresją, twierdzą, że to nic takiego, ot zły humor, wymysły i każdy ma gorsze dni, tylko że moje gorsze dni zamieniły się w lata. Muszę udawać przed otoczeniem, że jest ok żeby nie wyjść na smutasa i gbura, który ciągle ma jakiś problem... moje związki z mężczyznami kończyły się zwykle niepowodzeniem, sama nie wiem dlaczego, większość to toksyczne relacje z tzw. draniami, których chciałam zmienić, z resztą się nie układało może dlatego, że nigdy nie wierzyłam, że komuś na mnie zależy, że ktoś może mnie pokochać. Ostatnio zakończyłam długi związek, bo nie potrafiliśmy się dogadać, ciągle się mijaliśmy i oboje byliśmy na innym etapie tego związku. Myślałam, że jakoś się ułoży, ale wychodzi na to, że nie jestem warta tego, żeby o mnie walczyć, więc zostałam sama...do tego wszystkiego dochodzą również problemy finansowe. Zastanawiam się nad wizytą u psychiatry, oczywiście z NFZ, bo na wizytę prywatną mnie nie stać...jednak nie wiem jak taka wizyta wygląda, czy to będzie kilka wizyt, czy lekarz od razu może poznać depresję? Czy wogóle warto iść do lekarza, czy starać się jakoś z tym walczyć, chociaż nie wiem jak mogłabym sobie pomóc, trudno mi mówić o swoich lękach i obawach bliskim osobom, bo sama ich do końca nie potrafię ogarnąć i wyjaśnić, więc nie wyobrażam sobie zwierzania przed kimś obcym, jednak czuję, że ktoś musi mi pomóc, bo moje myśli stają się coraz bardziej czarne.
odpowiada 1 ekspert:
 Paweł Żmuda-Trzebiatowski
Paweł Żmuda-Trzebiatowski

Czy jest jeszcze sens, aby walczyć o nasz związek?

Witam mam problem z natury małżeńskiej i dodatkowo problem z samym sobą nie radzę sobie emocjonalnie staje się nerwowy i agresywny. W małżeństwie z moją żoną jestem od 12 lat przez pierwsze 3 lata było w miarę spokojnie w miarę... Witam mam problem z natury małżeńskiej i dodatkowo problem z samym sobą nie radzę sobie emocjonalnie staje się nerwowy i agresywny. W małżeństwie z moją żoną jestem od 12 lat przez pierwsze 3 lata było w miarę spokojnie w miarę ponieważ chciałem żebyśmy mieli od razu po ślubie dzieci ale żona kategorycznie odmówiła więc liczyłem że z czasem zmieni zdanie niestety ale w 2010 roku miałem bardzo poważny wypadek czego konsekwencją jest moja niepełnosprawność i od tamtej pory zaczęły się kłótnie ciężko było mi się pozbierać a żona ciągle mnie wyzywała poniżała i groziła rozwodem wiem że jej też było ciężko bo musiała na nas pracować ale nie liczyła się ze mną i z tym co ja czuję do tego siedzieliśmy w innych pomieszczeniach ona przed telewizorem albo przed książką praktycznie każda rozmowa kończyła się kłótnią o zbliżeniu również można zapomnieć nawet przytulenie się do niej jest dla niej odrazą nie mówiąc o pocałunkach itd przez to wszystko zrobiłem się nerwowy a agresywny robię się wówczas jak mnie wyzywa i nawet jak ją proszę żeby przestała bo mnie to rani ona jeszcze z większym jadem mnie wyzywała i ja już nie wytrzymywałem i uderzyłem ją w twarz. Żona straszyła mnie 4 razy rozwodem i za każdym razem próbowałem to naprawić nawet pozrywałem kontakty ze znajomymi czy z bratem żeby tylko to jakoś naprawić. Oczywiście jak doszedłem do jakiejś czynności fizycznej próbowałem zmienić zawód nawet otworzyłem firmę która działała przez 2 lata potem zacząłem pracować fizycznie nie patrząc na konsekwencje byle ją zadowolić w tamtym roku udało zdobyć pracę marzeń i zaczęły się jeszcze większe kłótnie bo po pracy zacząłem dorabiać z kolegą z pracy bo uważałem że tak trzeba żeby odwdzięczyć się żonie jakie trudy musiała przechodzić ze mną nawet zacząłem kupować prezenty to zamiast podziękować to mnie znowu opieprzała ale jakieś 20 dni temu żona wyjechała na szkolenie i wtedy po raz pierwszy poczułem ulgę jak jej nie było cisza nikt mi nie rozkazuje nie wyzywa czuję się dobrze ale samotny gdy żona wróciła na weekend postanowiłem zagrać jej kartami tzn. powiedziałem że chcę rozwodu a ona na to że dawno chciała to zrobić tylko nie miała odwagi poczułem się tak jak by mi ktoś napluł w twarz i bawił się moim życiem moje pytanie brzmi czy jest sens walczyć o ten związek czy lepiej się rozwieść i ułożyć sobie na nowo życie problem polega na tym że mamy ślub kościelnym a ja nie chcę być sam i chcę mieć dzieci.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Katarzyna Kulczycka
Mgr Katarzyna Kulczycka

Czy lekarz psychiatra może zlikwidować moją diagnozę?

Witam. Chciałbym dowiedzieć się czy lekarz psychiatra może zlikwidować moją diagnozę. Mam stwierdzone depresję, zaburzenia osobowości i zespół aspergera. Niestety wiedzą o tym moim nauczyciele. Chodzę do 2 klasy technikum mechanicznego. Przez te diagnozy nauczyciele traktują mnie jak... Witam. Chciałbym dowiedzieć się czy lekarz psychiatra może zlikwidować moją diagnozę. Mam stwierdzone depresję, zaburzenia osobowości i zespół aspergera. Niestety wiedzą o tym moim nauczyciele. Chodzę do 2 klasy technikum mechanicznego. Przez te diagnozy nauczyciele traktują mnie jak idiotę. Niby nie mówią mi nic wprost ale widzę ich szyderczy wzrok, słyszę jak mnie na przerwach obgadują. Juz nie mogę tego wytrzymać. Do tego jeszcze jestem pewien że nie mam ani zaburzeń osobowości ani aspergera. Może kilka objawów się zgadza np. nie lubię patrzeć się w oczy innym, lubię samotność ale nie mam problemów z nawiązywaniem znajomości a to chyba główny objaw. Zawsze miałem w szkole kolegow, koleżanki. Rozumiem ironię i metafory. Mój lekarz psychiatra jednak uparcie twierdzi ze to mam. Juz przestałem do niego chodzić bo tak mnie tym wkurzał. Właśnie dlatego chcialabym zapytac co mam zrobic lub do kogo isc żeby mi skasowano z papierow te wszystkie diagnozy. Depresję może zostawić bo to miałem naprawdę. Byłem u innego lekarza psychiatry żeby skasował to ale on twierdzi ze niby mam tego aspergera i zaburzenia osobowości. Jestem pewien że to tylko dlatego ze juz inny mi to stwierdził. Możecie się dziwić dlaczego mi tak bardzo zależy zeby nigdzie tego nie mieć zapisane ale w domu przez te diagnozy rodzina traktuje mnie bardzo dziwnie tak samo właśnie jak nauczyciele. Juz mam tego dość. Do tego nie radzę sobie w szkole. Nie potrafię jej skończyć. Juz drugi raz nie zdałem. O właśnie to kolejne potwierdzenie ze nie mam autyzmu. Bo oni podobno są bardzo mądrzy. Chciałbym rzucić ta szkole ale nie mogę. Moja rodzina jest wykształcona. Nie mogę przunieść im takiego wstydu. Z każdym dniem jest coraz gorzej często zastanawiam się nad zabiciem. Ale tak naprawdę wiem ze nie mógłbym tego xd obić rodzinie. Zreszta balbym się ze mi znowu nie wyjdzie a takiwgo wstydu bym juz nie wytrzymal. Juz i tak miałem dwie próby nieudane. To jest tak bardzo niesprawiedliwe. Dlaczego dobrzy ludzie którzy chcą żyć umierają, a źli, glupi i chcący umrzeć nie mogą. Od jakiegoś miesiąca cały czas śpię. Wracam do domu o 16 i idę spać. Wstaje dopiero o 7 myję się i idę do szkoły. Nie mam na nic siły. Przez te spanie myla mi się juz rzeczywistośc z snem. Nie wiem co mi się śniło a co jest prawdziwe np. Wziąłem do szkoły książki z innych przedmiotów bo śniło mi się ze zmienił się plan lekcji i byle pweny ze to prawda. Jest jeszcze wiele innych takich sytuacji. Wydaje mi się ze nawet jak jestem w szkole to śpię z otwartymi oczami bo juz kilka razy zdarzyło mi się nie śpiąc mię sen np. Siedziałem w klasie i nagle wchodzi dyrektor i mowi ze za 5 minut mam do niego iść. No i po 5 minutach ja wstaje i chce wyjść a nauczyciel do mnie ze co ja robię. A ja ze idę do dyrektora bo przecież przed chwila mi kazał. A on wpisał mi uwagę do dziennika za kłamstwa i wygłupy bo wcale dyrektora nie było w klasie. Zdarza mi się tak snic nie śpiąca co raz xzesxiej. I właśnie mam pytanie czy są jakieś tabletki żeby zmniejszyć sennosc i te snienie. Czy myślicie że to przez to ze mogła mi wrócić depresja?
odpowiada 2 ekspertów:
 Paweł Żmuda-Trzebiatowski
Paweł Żmuda-Trzebiatowski
Mgr Agata Majda
Mgr Agata Majda

Duże wahania nastroju u 18-latki

Witam. Od dłuższego czasu nie czuje sie ze sobą najlepiej. Nie wiem dokładnie co mi jest. Mam duże wahania nastroju( nawet w ciagu jednego dnia). Czuję wewnętrzną agresję i jest mi tak jakby "ciężko" wewnątrz. Mam impulsywne zachowania i wybuchy... Witam. Od dłuższego czasu nie czuje sie ze sobą najlepiej. Nie wiem dokładnie co mi jest. Mam duże wahania nastroju( nawet w ciagu jednego dnia). Czuję wewnętrzną agresję i jest mi tak jakby "ciężko" wewnątrz. Mam impulsywne zachowania i wybuchy złości.Od zawsze mam silny lęk przed odrzuceniem, często bez żadnych powodów czuje że zostane opuszczona(tak się oczywiście nie dzieje). Chyba jestem też zbyt mocno przywiązana do partnera,ale boje się samotności. Jest mi też bardzo źle gdy tracę kontrolę nad jakimś aspektem mojego życia. Codziennie dokładnie analizuje czy zrobiłam wszystko co miałam w planach, a gdy przez jakiś wypadek losowy nie uda mi się tego wykonać, czuję ogromny stres. Dodam że zmagałam się z ortoreksją, nadal mam niskie poczucie wartości, ale z tym walczę. W dzieciństwie ojciec dużo mnie krytykował, był oschły i zimny, to właśnie wpędziło mnie w zaburzenia odżywiania. Czy na podstawie mojego opisu można chociaż w jakimś stopniu stwierdzić skąd taki stan u mnie?
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś
Mgr Małgorzata Mróz
Mgr Małgorzata Mróz

Jak otworzyć się na związek?

Mam 29 lat, jestem singlem, prawiczkiem, nigdy nie miałem dziewczyny, na randce byłem tylko raz, nigdy się nie całowałem, nie trzymałem za rękę itd. Jestem samotny, bez przyjaciół, mam kilku kolegów (spotykamy się sporadycznie), jestem wycofany zwłaszcza w stosunku do... Mam 29 lat, jestem singlem, prawiczkiem, nigdy nie miałem dziewczyny, na randce byłem tylko raz, nigdy się nie całowałem, nie trzymałem za rękę itd. Jestem samotny, bez przyjaciół, mam kilku kolegów (spotykamy się sporadycznie), jestem wycofany zwłaszcza w stosunku do kobiet. Chciałbym mieć przyjaciół, dziewczynę, po jakimś czasie rodzinę, ale bardzo boję się związać, boję się dziewczyn, boję się romantyczności i seksu. Teoretycznie nie powinienem mieć takich zahamowań, bo mam swoje mocne strony, które powinny przyciągać uwagę kobiet: przystojny, wysportowany, elokwentny, wrażliwy, ambitny, z poczuciem humoru, utalentowany, z pasjami. Mam też oczywiście słabe strony: zahamowany, długo się otwieram, słabo radzę sobie z finansami i pracą, mam dość puste, jednostajne życie, jestem bojaźliwy, a regularny wysiłek i konsekwentne działanie sprawiają mi opór, trochę egocentryczny, żyjący we własnym świecie, trochę zagubiony. Byłem hospitalizowany pół roku w klinice nerwic, łącznie w terapiach różnorakich chyba z 5 lat spędziłem, najdłuższa terapia, którą niedawno przerwałem z powodu braku namacalnych efektów trwała prawie 3 lata. Jestem teraz w innej terapii, ale z powodów finansowych na razie spotykamy się co 2 tyg (przez co nie mogę się podzielić z terapeutką wszystkimi moimi problemami a terapia ma wolny przebieg). Jestem od niedawna pod opieką psychiatry, zacząłem brać ssri. Staram się. Od dłuższego czasu mindfulness - który skutecznie sabotuję swoją nieregularnością i przerwami w praktyce. Pracuję trochę nad mową ciała. Czytam ostatnio więcej mądrych książek psychologicznych. Jestem w terapiach, u psychiatry. Starałem się też otwierać na ludzi. Ostatnią moją relację z pewną dziewczyną, na której mi bardzo zależało urwałem (i miałem przez wiele miesięcy, kiedy ze mną pracowała również wrażenie, że jej na mnie bardzo zależy), bo mnie wywalono z pracy. Nie stać mnie było na jasne zasygnalizowanie, że pragnę kontynuować z nią znajomość. Ostatniego dnia pracy miałem wrażenie, że ona mnie odrzuca i ma gdzieś to, że jestem ostatni dzień, ale tak się prawdopodobnie nie stało (piszę prawdopodobnie, bo tego nie wiem). Może jej "mam gdzieś" wypływało z tego, że ja sprawiałem wrażenie, że mam gdzieś, że się rozstajemy, tym że nie zasygnalizowałem dość jasno tego, co chciałbym zrobić dalej z naszą relacją. Relacja się urwała. Od miesięcy nie mamy z sobą kontaktu. Bardzo mnie męczy mój problem. Poprzednie relacje z dziewczynami w których się zakochiwałem, z wzajemnością, były podobne, byłem jeszcze bardziej skryty z moimi intencjami, i zależało mi, żeby do niczego nie dochodziło, żeby stawiać granicę i tamę, głębszej znajomości. Nie wiem jednak dlaczego, bo przecież nie miałem negatywnych doświadczeń w związkach (winne są więc dzieciństwo i geny). Efekt jest taki, że jestem fajnym facetem, który nie posmakował nawet namiastki radości, wypływającej ze spełnionej miłości i bardzo, bardzo mi to doskwiera. Nie wiem co z tym zrobić. A może troszeczkę wiem? - ale mimo wszystko, mocno boję się o swoją przyszłość, że moje starania, prace, terapie, będą szły strasznie powoli i że to może się ostatecznie nie udać. Pozdrawiam.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Katarzyna Kapral
Mgr Katarzyna Kapral

Jak postępować z moją babcią?

Dzień dobry, mam bardzo kontrolującą,złośliwą babcię. Zawsze taka była, wtrącała się do małżeństw swoich córek i oba się rozpadły. Jednak gdy była młodsza potrafiła się "zrehabilitować" jakimś dobrym uczynkiem lub pomóc komuś w potrzebie włącznie ze mną. Obecnie babcia ma... Dzień dobry, mam bardzo kontrolującą,złośliwą babcię. Zawsze taka była, wtrącała się do małżeństw swoich córek i oba się rozpadły. Jednak gdy była młodsza potrafiła się "zrehabilitować" jakimś dobrym uczynkiem lub pomóc komuś w potrzebie włącznie ze mną. Obecnie babcia ma 92 lata, nie stwierdzono u niej demencji ani Alzheimera, rozumuje, mówi i robi wszystko logicznie, porusza się samodzielnie. Córki ją opuściły, inne wnuki też, pozostałam ja, bo było mi jej żal, pamiętam jak była kiedyś dla mnie ukochaną babcią. Jednak boli mnie sytuacja kiedy babcia kontroluje również mnie, skłóciła mnie z mężem, cały czas krytykuje lub ucieka się do szantażu moralnego próbując we mnie wzbudzić poczucie winy. Żadne rozmowy nie pomagają, ona ma "monopol na wiedzę", najchętniej pozbawiłaby mnie wolnej woli i przeżyła moje życie za mnie. Jedyna rada lekarza to ustępować babci, bo jest stara, ja też kiedyś taka będę, bla,bla bla...ale to niewykonalne, już nie daję rady i choć tego nie pochwalam, to rozumiem dlaczego na starość została sama. Babcia jątrzy, nakazuje a potem sprawdza czy wykonałam jej polecenie i jest przy tym niesamowicie pomysłowa i logiczna. Z pewnością jest samotna, ale nie chce tego zmienić, chyba sprawia jej przyjemność użalanie się nad sobą. Każde stawianie granic babci kończy się wyzwiskami z jej strony, jej słowa ranią jak nóż, szantażuje mnie udarem lub zawałem jak już brakuje jej argumentów. Zrezygnowałam z terapii u psychologa gdy usłyszałam, że muszę to znosić, że lepiej nie będzie, he,he...ale żadnej rady jak wyjść z depresji, jak przesypiać noce, jak pogodzić się z tym, że jestem ostatnią osobą w rodzinie, która to znosi (nie wiem jeszcze jak długo), jak poradzić sobie z wyrzutami sumienia kiedy jestem szczera wobec siebie i stwierdzam, że zaczęłam ją nienawidzić za to co robi mnie i mojej rodzinie a za chwilę karcę samą siebie za to, że w ogóle tak myślę, że przecież nie jestem taka jak reszta mojej rodziny. A jednak, od miesiąca mam z nią kontakt tylko telefoniczny, bo już nie jestem w stanie jej odwiedzić, jestem po prostu chora z niechęci, nie mogę się przemóc. Wszystko to co babcia mi dała w dzieciństwie- odebrała z nawiązką, zabrała mi szczęście, komfort psychiczny i wpędza mnie ciągle w poczucie winy. Czy macie Państwo inną radę niż "lepiej nie będzie, trzeba ustępować"? Ona sobie świetnie radzi, ja już nie mogę codziennie przyjmować tych dawek trucizny...
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Alicja Maria Jankowska
Mgr Alicja Maria Jankowska

Jak poradzić sobie z takimi odczuciami?

Witam, mam totalną niechęć do uczestniczenia w życiu społecznym. Nie lubię regularnie pracować, sprawia mi dyskomfort dłuższe przebywanie wśród ludzi, robienie rzeczy które mnie w ogóle nie interesują. Odkąd pamiętam, nie lubiłem chodzić do szkoły, przestrzegać reguł i uznawać jakiekolwiek... Witam, mam totalną niechęć do uczestniczenia w życiu społecznym. Nie lubię regularnie pracować, sprawia mi dyskomfort dłuższe przebywanie wśród ludzi, robienie rzeczy które mnie w ogóle nie interesują. Odkąd pamiętam, nie lubiłem chodzić do szkoły, przestrzegać reguł i uznawać jakiekolwiek autorytety. Nie mam żadnego wyuczonego zawodu, podjęcie jakiejkolwiek regularnej pracy powoduje u mnie automatycznie depresję i niechęć. Najchętniej żyłbym z jakiegoś spadku z dala od cywilizacji, pośród przyrody albo coś takiego. Nie umiem funkcjonować tak jak robi to większość ludzi ale przez to cierpię na wyobcowanie, niezrozumienie i problemy finansowe. Co mogę z tym zrobić? Dodam, że ja nie chcę zmieniać tego u siebie, po prostu chcę żyć po swojemu ale życie w ten sposób, który opisałem, dzisiaj wydaje mi się niemożliwe bo cywilizacja już tak opanowała Ziemię, że nie widzę możliwości takiej. I czuję się złapany w pętlę bez wyjścia: albo życie a skraju nędzy i w samotności albo próba dostosowania się i męczenie się do końca życia.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Jak poradzić sobie z poczuciem samotności?

Dzień dobry mam taki problem ponieważ czuje się samotny nie mam zbyt wielu przyjaciół ponieważ wszyscy są zagranicą albo są zonaci ja byłem w związku ale od 2 lat już nie od tamtej pory codziennie życie mnie przytłacza czuje jakby... Dzień dobry mam taki problem ponieważ czuje się samotny nie mam zbyt wielu przyjaciół ponieważ wszyscy są zagranicą albo są zonaci ja byłem w związku ale od 2 lat już nie od tamtej pory codziennie życie mnie przytłacza czuje jakby mnie nikt nie rozumiał w parę miesięcy temu miałem jeszcze kilka "przyjaciółek" ale były fałszywe. No powiem wprost że brakuje mi bliskości coś koło tego ale nie wiem co z tym zrobić :/
odpowiada 1 ekspert:
 Paweł Żmuda-Trzebiatowski
Paweł Żmuda-Trzebiatowski

Jak poradzić sobie po stracie bliskiej osoby?

dzien dobry, od jakiegos czasu borykam sie ze soba po stracie bliskiej mi osoby, miewam mysli samobojcze (ale kto ich nie miewa). Jakoze pracuje z domu to przestalam z niego wychodzic i widze jak to wszystko sie coraz bardziej zapetla.... dzien dobry, od jakiegos czasu borykam sie ze soba po stracie bliskiej mi osoby, miewam mysli samobojcze (ale kto ich nie miewa). Jakoze pracuje z domu to przestalam z niego wychodzic i widze jak to wszystko sie coraz bardziej zapetla. Jestem osoba samotna. Chcialabym zmienic otoczenie choc na jakis czas, zastanawiam sie nad jakims sanatorium/osrodkiem (moze byc pelonoplatne/prywatne) ale pod okiem psychologa/psychiatry. Psychiatra stwierdzil depresje choc wydaje mi sie ze byla to zbyt pochopna decyzja po 10 min rozmowy i zapisal mi tone lekow po ktorych czuje sie bardzo zle. Chcialabym odpoczac i porozmawiac o tym wszystkim. Prosze tylko nie polecac mi wakacji, bo juz wszystkie dni urlopowe wykorzystalam na podroze, ktore nie przyniosly zadnych efektow. Jesli ktos moglby mi polecic jakies miejsce do ktorego moglabym pojechac to bardzo prosze o pomoc. Dziekuje
odpowiada 2 ekspertów:
Mgr Łucja Fitchman
Mgr Łucja Fitchman
Mgr Małgorzata Mróz
Mgr Małgorzata Mróz

Jak sobie poradzić po odejściu żony?

Mam 60 lat .Dwa lata temu po30 latach straciłem pracę ,otworzyłem z kolegą z dawnej pracy firmę o tym samym profilu . Walczyłem z chorobą alkoholową dałem radę(0d 6 lat pełna abstynencja ) , dałem radę papierosom , pokonałem raka... Mam 60 lat .Dwa lata temu po30 latach straciłem pracę ,otworzyłem z kolegą z dawnej pracy firmę o tym samym profilu . Walczyłem z chorobą alkoholową dałem radę(0d 6 lat pełna abstynencja ) , dałem radę papierosom , pokonałem raka prostaty i wiele innych chorób . W dziesięć tygodni zrzuciłem 17 kg do celu jeszcze 10 . Nie daję rady z samotnością , samooceną no i rzuciła mnie dwa tygodnie temu żona 36 lat po ślubie i teraz przestałem sobie radzić .Nadmienię że nie mam przyjaciół zawsze było picie prca dom a teraz w tzrzeżwym życiu zostałem sam .36lat małżeństwa co robić emocje mnie wykończą.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Bożena Waluś
Mgr Bożena Waluś

Co robić z moimi objawami?

Witam Mam 21 lat. Zawsze byłam trochę inna, nerwowa czy wrażliwa. Nigdy nie było super kolorowo. Niestety od liceum w pograżylam się najpierw w objawach nerwicowych a potem w objawach depresyjnych. Korzystałam z pomocy psychologa, neurologa, 3 psychiatrów. Takim sposobem... Witam Mam 21 lat. Zawsze byłam trochę inna, nerwowa czy wrażliwa. Nigdy nie było super kolorowo. Niestety od liceum w pograżylam się najpierw w objawach nerwicowych a potem w objawach depresyjnych. Korzystałam z pomocy psychologa, neurologa, 3 psychiatrów. Takim sposobem od 6 lat biorę codziennie po 20mg Seronilu. Od dwóch lat uczęszczam na nową terapię, miesiąc temu postanowiłam wybrać się do innego psychiatry. Niby nie siedzę już w domu bez celu, poszłam na studia (których nie chciałam i nie lubię, ale nie widzę dla siebie teraz lepszej możliwości) ale mam wrażenie, że od pewnego czasu jest tylko coraz gorzej i obniżenia nastroju są coraz mocniejsze i częstsze. Nadeszła sesja, a ja właśnie płaczę, leżę bez ruchu, nie poszłam na egzamin. Jestem słaba, boli mnie głowa. Jestem zmęczona, nie wiem ile to leczenie może jeszcze trwać i w czy w ogóle przyniesie jakiś efekt. Miesiąc temu chciałam to wszytko skonczyc, już wszytko przygotowałam, ale stwierdziłam, że może jest jeszcze odrobina nadzieji. Ale teraz już raczej jej brak. Czuję się samotna i czuję, że nie zniosę kolejnego dnia. Mam dosyć wszystkiego i wszystkich, jednocześnie czuje się okropnie samotna. Mam mętlik w głowie. Sama nie wiem czy to co myślę jest racjonalne czy nie. Rzucam przedmiotami albo nic nie robię. Nie potrafię wyjść na zewnątrz. Miesza mi się w głowie. Nic już nie wiem. Wiem tylko że chyba jestem złym stanie. Co robić w takiej sytuacji?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Katarzyna Kulczycka
Mgr Katarzyna Kulczycka

cierpię na bezsenność, czuję się, jakby moje życie było karą i cierpieniem

Mam dość, nie chcę mi się żyć, moje życie jest beznadziejne, wszyscy mnie olewają, w klasie nie wzbudzam interesowania, kiedy coś się odezwę, to koledzy i koleżanki mnie nie słuchają, czuję się samotny, palę nałogowo papierosy z tego wszystkiego ,... Mam dość, nie chcę mi się żyć, moje życie jest beznadziejne, wszyscy mnie olewają, w klasie nie wzbudzam interesowania, kiedy coś się odezwę, to koledzy i koleżanki mnie nie słuchają, czuję się samotny, palę nałogowo papierosy z tego wszystkiego , paczkę dziennie, spożywam alkohol, po prostu jestem beznadziejny, śmieciem, przeklinam dzień w którym się urodziłem, w czasach gimnazjum byłem wyśmiewany, mam depresję i nerwicę, stałem się agresywny, nie radzę sobię ze swoimi nerwami, stoczyłem się na dno, miewam napady paniki bez przyczyny, mam brak energii do wszystkiego, cierpię na bezsenność, czuję się, jakby moje życie było karą i cierpieniem...mam dość tego wszystkiego...Bardzo proszę o pomoc!!! Pozdrawiam!
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Katarzyna Kulczycka
Mgr Katarzyna Kulczycka

Dlaczego jestem ciągle smutna?

Od pewnego czasu ciągle towarzyszy mi smutek, płacz, pustka i samotność. Straciłam zupelna ochote na zycie. Nie mam zadnych znajomych, jestem totalnie niesmiala, nie.mam z kim wychodzic wiec ciagle siedze w domu. Boje sie o swoja przyszłość, ze nie znajde... Od pewnego czasu ciągle towarzyszy mi smutek, płacz, pustka i samotność. Straciłam zupelna ochote na zycie. Nie mam zadnych znajomych, jestem totalnie niesmiala, nie.mam z kim wychodzic wiec ciagle siedze w domu. Boje sie o swoja przyszłość, ze nie znajde pracy, męża i tak cale moje zycie mi przeleci kolo nosa. Mam wrazenie ze nawet moja rodzina za bardzo mnie nie lubi i lepiej by bylo gdyby mnie nie bylo. Nie umiem utrzymywac kontaktow z ludzmi. Boje sie ze nawet mlodsza siostra kiedys sobie ulozy zycie i mnie zostawi. Boje sie powiedziec rodzicom o moich problemach, ze mnie nie zrozumia. Mam wrazenie ze jeatem tylko dla nivh ciezarem. Nie wiem nawet co chce robic w zyciu. Kiedy teraz jest ten okres najlepszego zycia, ja mam.najgorsze. Boje sie cokolwiek moeic bo powiem cos zle. Nikt nawet nie proponuje mi spotkan. Nigdy nie mialam chlopaka...
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Katarzyna Kulczycka
Mgr Katarzyna Kulczycka

Problem z depresją u 21-latki

Witam! Mam 21 lat i wpadłam w depresje, z powodu wyboru złych studiów. Jestem świadoma, że ludzie mają cieższe problemy, ale tuż po matrzye zrobiłam sobie rok przerwy, który nic mi nie dał. Mój wynik był podobny, wtedy nie chciałam... Witam! Mam 21 lat i wpadłam w depresje, z powodu wyboru złych studiów. Jestem świadoma, że ludzie mają cieższe problemy, ale tuż po matrzye zrobiłam sobie rok przerwy, który nic mi nie dał. Mój wynik był podobny, wtedy nie chciałam się poddawać i wybrałam się w w drugim roku na studia, na które równie dobrze mogłam iść od razu.(bo i tak bym sie dostała)Wyjechałam do innego miasta z dala od rodziców i mojego chłopaka. Czuję się do dziś samotna studiując coś co mi nie sprawia przyjemności i tęsknie za najbliższymi. Jak zaczełam rozmawiać z mama, ze nie daje radę psychicznie będąc na tych studiach, pytałam czy mogę je rzucić. Niestety umowa z mieszkaniem trwała rok, wciaż tkwie na tych studiach został mi ponad miesiac. Nie wiem czy je kończyć czy rzucić.. Myśle, ze wiem jaki kierunek chce zacząć, ale jak sobie poradzić przez ten czas majac świadomość że nigdy tych studiów nie skończę, nie mam kompletnie motywacji. Chce być blisko osób które mnie wspierają. Dodam jeszcze jedno mam sporo znajomych na studiach, ale oni tylko sie uczą. Nigdzie nie chcieli wychodzić i nie miałam do kogo się odzywać... Byli to tylko znajomi z uczelni.. Poza nią liczyła się nauka.Jak nie zadręczać się tym że zmarnowałam dwa lata w swoim życiu? Moi znajomi będą na 3 roku jak ja będę na pierwszym... Jestem załamana... proszę o pomoc i szczerą opinie.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Maciej Rutkowski
Mgr Maciej Rutkowski

Długotrwały problem - co robić?

Witam Państwa, mam pewien problem, który nie daje mi spokoju już od bardzo długiego czasu. Dopiero dziś widzę, jak długo to się za mną ciągnie. Najgorsze jest to, że sam nie umiem zdiagnozować o co chodzi. Przechodzę więc do meritum.... Witam Państwa, mam pewien problem, który nie daje mi spokoju już od bardzo długiego czasu. Dopiero dziś widzę, jak długo to się za mną ciągnie. Najgorsze jest to, że sam nie umiem zdiagnozować o co chodzi. Przechodzę więc do meritum. Od kilku już lat odczuwam dużą samotność, która niewątpliwie powiązana jest z brakiem bliskich znajomych, jak i brakiem stałej partnerki. Moją receptą na ten smutek i realizowanie tej potrzeby jest zakładanie portali na kontach społecznościowych, typu Tinder. Lecz nie tylko. No właśnie. Chodzi też o portale związane ze spotkaniami, randkami na seks. Dziś mam 22 lata, masturbuję się dość regularnie od około dziesięciu lat. Regularnie nie oznacza, że często. Raz na tydzień, czasem bywało częściej, czasem rzadziej. Różnie. Sęk w tym, że dla mnie przyjemnością jest jedynie moment samej „zabawy”, kiedy osiągam zaś orgazm czuję się zupełnie fatalnie. Przykładem niech będą te seks-randki. Umówiłem się kiedyś z dziewczyną, wszystko było dobrze do momentu orgazmu, w którym jakby „uprzytomniłem” sobie co ja w zasadzie odwalam i nie rozumiałem dlaczego tam jestem. Z pisaniem (cyberseksem) jest podobna historia. Wydaje mi się, że bardzo chcę, jestem już naprawdę podniecony i kręci mnie wizja ewentualnego zbliżenia, a kiedy „dochodzę”, to w momencie wszystko gaśnie. Jest mi poniekąd wstyd, a z drugiej strony zastanawiam się, jak to możliwe, że w ciągu kilku sekund nagle zmieniam światopogląd. Od razu usuwam konta na tych portalach, tłumacząc sobie, że tak naprawdę szukam sobie normalnej dziewczyny, z którą seks mógłby być jedynie dodatkiem. No właśnie. Kiedy ponad rok temu byłem w jakiejś relacji z kobietą, podczas jednej z zabaw „nie podołałem” i nie osiągnąłem wzwodu. Zareagowałem na to płaczem, naprawdę. Niekontrolowanym poczuciem bezradności. Wracając do portali - mówię sobie więc wtedy, że już nigdy więcej nie założę konta na takim portalu, bo zabiera mi on za dużo czasu (warto podkreślić, że po założeniu konta na portalu społecznościowym, a zwłaszcza gdy dotyczy on seksu, spędzam po kilka godzin dziennie i nie mogę się od tego oderwać), a poza tym do niczego dobrego mnie nie doprowadzi. Cóż jednak z tego, skoro mija kilka dni, czasami tygodni, a moje poczucie smutku i samotności dobija do takich granic, że ponownie zakładam konto. Często kupuję VIP, płacę prawdziwe pieniądze, żeby tylko z kimś popisać, mieć kontakt, a w pewnym momencie stwierdzić, że to nie ma żadnego sensu i przecież nie da mi żadnego szczęścia. Nie umiem sobie zupełnie z tym poradzić, nie wiem nawet co mi jest. W jednej chwili potrafię myśleć w jeden sposób, ale chwilę później całkowicie zmieniam pogląd. Jedno wiem – coś u mnie z tą strefą seksualną (niekoniecznie dotyczącą samego seksu, bardziej relacji) jest bardzo mocno nie tak. Na pewno nie ująłem tutaj wszystkiego, ale piszę na gorąco, bo dopiero co jestem po takiej akcji i czuję się podle, jakbym miał jakieś rozdwojenie. Nie wiem nawet, czego chcę… Dodam tylko, że przez ten czas wielokrotnie spotykałem się na normalne spotkania z dziewczynami z Tindera na kawę. Zawsze z teoretycznie autentyczną nadzieją na związek. Zawsze jednak rezygnowałem, bo uznawałem, że to jednak nie to. Nawet nie wiem, czy to kwestia wymagań, czy czego. Być może, bo miałem wrażenie, że zasługuję na kogoś ładniejszego, mądrzejszego, po prostu lepszego. Choć brzmi to okrutnie i naprawdę źle. Bardzo proszę o pomoc i wskazówki, co robić. Pozdrawiam serdecznie i z góry dziękuję.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Katarzyna Kulczycka
Mgr Katarzyna Kulczycka

Jak bardziej panować nad swoimi emocjami?

Witam. Ogólnie chodzi o to że od dłuższego czasu mam jakiś problem ze sobą ale nie wiem czym jest to spowodowane. Wcale nie panuje nad swoimi emocjami, czuje że to one jakby przejmują kontrolę nade mną. Głównie jest to złość,... Witam. Ogólnie chodzi o to że od dłuższego czasu mam jakiś problem ze sobą ale nie wiem czym jest to spowodowane. Wcale nie panuje nad swoimi emocjami, czuje że to one jakby przejmują kontrolę nade mną. Głównie jest to złość, jakaś taka agresja. Często też te emocje nie są adekwatne do sytuacji jaka w tym momencie jest. Nastrój zmienia mi się baaardzo często bez przyczyny. Dodam że od zawsze mam niskie poczucie własnej wartości, miałam zaburzenia odżywiania i naprawdę okropnie boje się samotności. Wydaje mi się że podświadomie manipuluje ludźmi - przyjaciółmi i chlopakiem, aby tylko nikt mnie nie zostawił. Czasami mam wyolbrzymiony lęk że coś złego się stanie, najczęściej że właśnie ludzie się ode mnie odwrócą. Gdyby to było ważne mam 18 lat, od zawsze byłam impulsywna ale w ostatnich miesiącach to wszystko naprawdę stało się uciążliwe i zaczęłam to zauważać. W dzieciństwie nie doświadczyłam miłości od strony ojca, byłam przez niego ciągle krytykowana, brak żadnej empatii itp. Myślę że to mocno na mnie wpłynęło, do teraz mamy zły kontakt i nie potrafimy się dogadać. Co może mi dolegać? Do psychologa narazie nie mam jak pójść, wyjedzam do pracy na miesiąc.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Katarzyna Kulczycka
Mgr Katarzyna Kulczycka

Czy leczenie całodobowe w szpitalu psychiatrycznym jest wskazane?

Dzień dobry. Od jakiś 2 lat mam jakieś problemy ze sobą. Tylko właśnie nie wiem co to jest, dlaczego tak się ze mną dzieję. Od 1,5 roku się tnę bez przerwy, mam taką jakby ,,zajawkę" na tym. Od kilku miesięcy... Dzień dobry. Od jakiś 2 lat mam jakieś problemy ze sobą. Tylko właśnie nie wiem co to jest, dlaczego tak się ze mną dzieję. Od 1,5 roku się tnę bez przerwy, mam taką jakby ,,zajawkę" na tym. Od kilku miesięcy straciłam całkowicie chęć do życia, nic mnie nie cieszy, myślę że nie jestem już tutaj potrzebna dlatego od jakiś 2 miesięcy mam myśli samobójcze. Wszystko mam zaplanowane. Nikt się mną nie interesuję bo tak naprawdę nie mam rodziny. W środku czuję tylko pustkę, coś co we mnie już nie istnieje, nie mogę się od niej uwolnić. Praktycznie zawsze czuję się samotna, nienawidzę jej, gardzę nią... Mam bardzo dużą potrzebę snu i jem w nadmiernych ilościach ale tylko obiad. Jestem bardzo nerwowa, moja siostra ukrywała, że jest w ciąży bo bała się, że zrobie krzywdę jej i dziecku.. To boli kiedy cała rodzina mi nie pomaga tylko jeszcze bardziej upokarza i śmieje się z moich myśli.. Co powinnam w takiej sytuacji zrobić? Czy leczenie całodobowe w szpitalu psychiatrycznym jest dobrym wyjściem z tej sytuacji ?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Katarzyna Kulczycka
Mgr Katarzyna Kulczycka

Czy powinnam odłączyć się od rodziny i zacząć myśleć o własnym życiu?

Mam 28 lat mieszkam poza granicami Polski z narzeczonym a moja mama jest od paru lat alkoholiczką jej prac i drugi brat który już nie żyje też był alkoholikiem mojej babci sześcioro rodzeństwa wszyscy mieli problem alkoholowy oprócz mojej babci... Mam 28 lat mieszkam poza granicami Polski z narzeczonym a moja mama jest od paru lat alkoholiczką jej prac i drugi brat który już nie żyje też był alkoholikiem mojej babci sześcioro rodzeństwa wszyscy mieli problem alkoholowy oprócz mojej babci tata też się boryka z tym problemu bo też piję a ja a ja nie potrafię sobie z tym poradzić, czuję się bardzo samotna i wpadłam w depresję. Walczę i pomagam mamie już parę lat bez skutku, chwilę jest dobrze a potem znowu nawrót, tata wgl mamy nie wspiera mimo że jest na miejscu, myśli że jak ja pobije to się nauczy, tłumaczyłam już sto razy co powinien robić to jak do dziecka, stwierdził że jak mama nie piję to mu się związek wali bo seksu mama nie chcę uprawiać. Jestem między młotem a kowadłem, dzwonią do mnie nawzajem i na siebie gadają a ja jestem 1000 km od nich powoli już sama bo narzeczony już ma dość tej sytuacji ja zresztą też. Do taty czuję jakby obrzydzenie, nie czuję nic chociaż czasami mi przykro, sama już nie wiem ale niepotrafie z nim już rozmawiać a z mamą to już czuję złość i bezsilność, najgorsze ze to naprawdę super kobieta, jak nie piję to do rany przyłożyć, wszyscy ją lubią, ją wspierają oprócz taty, który myśli że wszystko robi dobrze i zjadl wszystkie rozumy. Ja już nie mogę spać, mam kolatania serca, zmiany nastroju, leki, nie mam ochoty na seks, na kontakt z ludźmi , niedawno miałam operację kręgosłupa to nawet podczas mojej rekonwalescencji się nie powstrzymali. Wczoraj mama znowu wypila mimo że chodzi na terapię, nie poszła do pracy, już z płaczem, krzykiem, bezsilnościa mówię jej ze nie mam już siły, że mam dość, że związek mi się sypie a ona jak zwykle no musisz zrozumieć bo ja jestem chora ale ile tej choroby,ja nie mam już siły, co ja mam zrobić?Kiedyś wpadłam w taką depresję że 3 msc ponad nieodzywalam się do rodziców i teraz znowu się zaczyna, a ja naprawdę bym chciała normalnie żyć, mam za 3msc 29 lat,nie mam dzieci przez stres, przez tą całą niestabilnosc, bardziej moje życie kręci się wokół rodziców niż mnie a ja już tak nie chcę, czy powinnam się odłączyć i zacząć myśleć o własnym życiu?
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Łucja Fitchman
Mgr Łucja Fitchman

Jak zwiększyć akceptację swojego ciała?

Dzień dobry! W tym roku skończę 20 lat. Mój problem dotyczy problemów z odżywianiem się. W dzieciństwie zawsze byłam raczej okrąglutka, bardzo lubiłam słodycze i z pewnością mi ich nie żałowano. Niestety, mam tendencję do tycia, więc w przeciwieństwie do... Dzień dobry! W tym roku skończę 20 lat. Mój problem dotyczy problemów z odżywianiem się. W dzieciństwie zawsze byłam raczej okrąglutka, bardzo lubiłam słodycze i z pewnością mi ich nie żałowano. Niestety, mam tendencję do tycia, więc w przeciwieństwie do większości moich koleżanek niezdrowe przekąski dawały o sobie znać w postaci dodatkowych kilogramów. Potrafiłam ukradkiem wyjadać słodycze z szafki, pomimo zakazu rodziców, którzy mówili mi, że robię się coraz grubsza i często mi ten fakt wypominali. Czasami pokazywali mi filmy, opowiadające o przypadkach bardzo otyłych osób i pytali czy ja też chcę tak wygladać. Oczywiście nie chciałam. Bardzo źle czułam się ze swoją sylwetką, czasami płakałam, czułam się brzydka, gruba i nieatrakcyjna, ale nie potrafiłam przestać. Przełom nastąpił w gimnazjum. Jako 15 latka przeszłam na dietę, byłam bardzo zdeterminowana, chciałam osiągnąć cel. Z 68 kilogramów w 4 miesiące zeszłam do 56. Byłam z siebie bardzo dumna, czułam się wspaniale. Jednakże odchudzanie coś we mnie zmieniło. Od tamtej pory bardzo dużo myślałam o jedzeniu, liczyłam kalorie, panicznie bałam się przytyć. Dlatego w tajemnicy odchudzałam się dalej. W momencie gdy przy wzroscie 166 cm ważyłam 51 kilogramów zainterweniowali moi rodzice. Na szczęście przestałam chudnąć, czułam się całkiem dobrze w swoim ciele, lecz cały czas towarzyszył mi silny lęk przed przytyciem. Starałam się unikać słodyczy, być aktywna fizycznie. Trzymałam wagę, a nawet rok temu schudłam do 49 kilogramów. Niestety cały czas wydawało mi się, że znowu tyję, porównywałam się również z ludźmi na ulicy, wydawało mi się, że wszyscy są grubsi niż ja. Bardzo mnie to smuciło, zawsze byłam bardzo zakompleksioną osobą. Wspomnę jeszcze, że przez pewien czas miałam problemy z miesiaczką, nie miałam jej przez 6 miesięcy, na szczęście w końcu się pojawiła. Wszystko było całkiem w porządku, aż do momentu rozpoczęcia studiów. Poznałam tam koleżankę, która ma nadwagę i nie przejmuje się tym co je. Bardzo mi imponowała swoją pewnością siebie. Z racji tego, że często się spotykałyśmy zaczęłam gorzej się odżywiać. Często jadłam wieczorami słone przekąski, ciastka, fast foody. Oczywiście zaczęłam tyć. Na początku wmawiałam sobie, że to tylko woda, ale wydaje mi się, że rzeczywiście tyłam. Po pewnym czasie zerwałam ponownie ze złymi nawykami. Ważyłam około 52 kg. I wtedy coś zaczęło się dziać. Pewnego wieczoru, wskutek ogólnego stresu po prostu wyciągnęłam słodycze z szafki i zaczęłam jeść. Wpychałam w siebie słodycze, aż do momentu kiedy mnie zemdliło z przejedzenia. Resztę wieczoru przepłakałam, byłam ma siebie wściekła, chciałam schudnąć, a zachowałam się jak zwyczajna grubaska, nie kontrolowałam, tego co robię. Niestety, po jakimś czasie, pomimo postulowanej poprawy, znów rzuciłam się na jedzenie. I tak wciąż, i wciąż. Obecnie ważę 54 kg. Nienawidzę tego jak wyglądam. Widzę, że robię się coraz grubsza. Moja mama uważa, że jedyne co ona widzi, to to, że urosły mi piersi i powinnam się cieszyć i nadal jestem szczupła. Ja jednak tak nie uważam. Tak bardzo wstydzę się swojego ciała! Od kilku dni ciągle jem słodycze. Dzisiaj również objadłam się do bólu brzucha, za 2 dni mam egzamin i bardzo się boję, czuję, że nie dam rady, jestem załamana. Czuję się zmęczona odchudzaniem, wpychaniem w siebie jedzenia, wyrzutami sumienia, płaczem w samotności. Coraz bardziej nienawidzę siebie i swojego ciała. Noszę rozmiar XS, ale jestem pewna, że za niedługo przez moją głupotę znowu będę gruba i nieszczęśliwa. Mam już dosyć tego wszystkiego, wśród ludzi czuję się nieswojo, cały czas myślę o kaloriach i o tym, czy nie wyglądam zbyt grubo w danym ubraniu. Ogólnie jestem osobą bardzo nerwową, niepewną siebie, krytyczną wobec własnej osoby. Leczę się psychiatrycznie od prawie roku na zaburzenia lękowe i bezsenność. Naprawdę nie wiem co robić. Proszę o pomoc.
odpowiada 1 ekspert:
Mgr Katarzyna Kulczycka
Mgr Katarzyna Kulczycka
Patronaty